Saloniki, północna gwiazda Grecji

Saloniki, północna gwiazda Grecji

Choć grecka nazwa tego miasta to Θεσσαλονίκη – czytaj Tesaloniki – to po polsku to drugie co do wielkości miasto w Grecji (metropolia ma około miliona mieszkańców) brzmi właśnie Saloniki.

To często pomijane przez Polaków miasto jest niezwykle ważnym ośrodkiem kultu religijnego dla wyznawców prawosławia, jest też największą w Grecji kolebką kultury bizantyjskiej. Saloniki to także przystanek w drodze na święta górę Atos (wstęp tylko dla mężczyzn).

Transport

Najprościej dostać się do Salonik samolotem, gdzie przed samym lotniskiem można znaleźć przystanek autobusowy z bezpośrednią linią do centrum miasta – koszt biletu dwa euro. Autobus kursuje co 40 minut – rozkładu jako takiego, się nie dopatrzyłam 😉 , alternatywą jest taksówka, która tez kieszeni nie urywa – 30 euro za kurs do centrum miasta. Jeśli zdecydujemy się na prom, to dopłyniemy do samego centrum Salonik.

Pomimo bardzo zniechęcającego, nieco sarkastycznego opisu miasta w książce “Grecja Gorzkie pomarańcze” autorstwa Dionisiosa Sturisa, miasto od pierwszej chwili urzeka: mnóstwo neoklasycznych budowli, z których część jest zamieniona na hotele, kościoły, piękna Rotunda całkiem niedawno odkryta (początek XX wieku) czy przytłaczający swoim ciężarem historycznym Ągios Dimitrij – czyli kościół świętego Dymitra.

 

Na zdjęciu jedna z głównych ulic, Egnatia 

Pomimo późnej pory oraz zimowej aury (przyjechałam do centrum w grudniu ok. godz.21) miasto tętni życiem. Na ulicach widać roześmianych młodych ludzi, niezwykle eleganckie kobiety i młode dziewczyny (później się dowiedziałam, że zawsze tutejsze kobiety słynęły z elegancji), co trzeci-czwarty sklep to miejsce, gdzie można coś przekąsić i wypić kawę, a na ulicach co dziesiąta osoba, to … duchowny…

Kolację zjadam w restauracji po sąsiedzku od hotelu, tak naprawdę, jest to Ouzero, czyli miejsce, gdzie wszyscy spotykają się by coś zjeść, napić się i poplotkować. Przy sąsiednim stoliku siedzi dwóch mnichów, przysłuchuję się, mówią po rosyjsku. Mają niezwykle skromny posiłek na stole i słyszę, jak marzą, że chcieliby napić się trochę wina, ale kasy brak.

Wołam kelnera, proszę, by im postawił w moim imieniu karafkę wina (sama też taką sączę czekając na przyjaciela, który jeszcze nie doleciał), ten nieco zdziwiony najpierw pyta ich, czy chcą wino? Oni, jeszcze bardziej zdziwieni, po chwili stukamy się szklaneczkami, przechodzimy (ku zdziwieniu wszystkich z języka greckiego na rosyjski), dostaję od nich ikonę, błogosławieństwo i po chwili wszyscy wracamy do swoich zajęć, jakby nie było tego zdarzenia. (Dla niezorientowanych, karafka wina to koszt 3,5 euro).

Następnego dnia zaczynamy wielkie zwiedzanie. Na pierwszy ogień idzie kościół Panagia Chalkeon z początku XIX wieku, który widziałam poprzedniej nocy tuż po przyjeździe.

 

Potem kierujemy się do punktu obowiązkowego, czyli do bazyliki świętego Dimitra z Salonik – męczennika czczonego niemal we wszystkich wyznaniach chrześcijańskich (w tym katolickim). Jego szczątki spoczywają właśnie tutaj, o świętym możecie przeczytać pod tym linkiem
Święty Dymitr. Koniecznie zejdźcie do podziemi – wejście znajduje się pod ołtarzem.

 

Kolejnym, niezwykle ważnym obiektem jest Hagia Sophia, czyli Świątynia Mądrości, która jest ni mniej, ni więcej a mniejszą i młodszą kopią Hagii Sophii w Stambule, jest to największy obiekt sakralny w Salonikach.

 

Kolejnym punktem obowiązkowym jest Rotunda, powstała na przełomie III i IV wieku jako mauzoleum dla cesarza rzymskiego Galeriusza, ten jednak nigdy nie został tam pochowany. W późniejszym czasie miejsce zostało przekształcone w kościół świetego Jerzego – dziś muzeum.

Rotunda

Oczywiście, nie może tutaj zabraknąć takich klasycznych miejscówek, jak Biała wieża, która wcale nie jest biała 😉 – można wejść na górę na taras widokowy, nie ma windy i na szczyt prowadzi 96 schodów (!)

Pomnik Aleksandra WIELKIEGO

 

 

 

Czy migawek z miasta…

 

 

Kolację jemy w dzielnicy Ladadika w centrum, gdzie obłożenie jest tak duże, że ludzie stoją w kolejkach po stolik…

 

Kolejna dwa dni spędzamy w sąsiadujących muzeach – kultury bizantyjskiej oraz archeologicznym, gdzie oprócz zwiedzania uczestniczymy także w konferencji dotyczącej zabytków bizantyjskich, mamy tam piętnastominutowy wykład o naszej Samos i Ikarii, ale to już dla wytrwałych 😉 .

A oto kilka migawek z muzeum.

 

 

 

 

Paulina Maruszewska
autorka książek “Ci, którzy tworzyli… Pionierzy szczecińskiego biznesu”, “L jak Lion, w służbie innym” oraz najnowszej “Samos mój EDEN”, która można kupić pod tym linkiem https://ridero.eu/pl/books/samos/